Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 3 kwietnia 2025 23:39
Reklama
Reklama

Miażdżąca opinia biegłej na temat transportu tygrysów, który utknął w Koroszczynie

Pięć lat po pojawieniu się transportu tygrysów wiezionych z Włoch do Dagestanu, sporządzoną na jego temat opinię zreferowała w sądzie powołana biegła. Ocena stanu zwierząt i sposobu ich transportu jest miażdżąca. Wysłuchali jej jednak tylko weterynarze graniczni, współoskarżeni w procesie trwającym już od półtora roku. - Odpowiedzialność za ten transport ponosi organizator czyli strona włoska – podkreśla obrońca weterynarzy i zapowiada gotowość powołania biegłego, który wyjaśni jakie były zadania lekarzy weterynarii.
Reklama
Miażdżąca opinia biegłej na temat transportu tygrysów, który utknął w Koroszczynie
Sporządzoną na temat transportu tygrysów opinię zreferowała w sądzie powołana biegła. Ocena stanu zwierząt i sposobu ich transportu jest miażdżąca

Autor: Joanna Danielewicz

W marcu 2023 roku w Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej ruszył proces, w którym prokuratura oskarża dwóch weterynarzy granicznych, dwóch włoskich kierowców i Rosjanina, o to co przydarzyło się tygrysom transportowanym z Włoch do Rosji jesienią 2019 roku. Osoby, które uczestniczyły w transporcie zwierząt, czyli Włosi i Rosjanin, oskarżone są o znęcanie się nad zwierzętami poprzez niezapewnienie odpowiednich warunków w trakcie podróży, doprowadzenie do ich cierpienia i pogorszenia ich dobrostanu. Nie przyznają się do winy. 

Reklama

Weterynarz graniczny Jarosław Nestorowicz oskarżony jest o niedopełnienie obowiązków, natomiast Eugeniusz Karpiuk, który bezpośrednio dokonywał kontroli weterynaryjnej na granicy, ma te same zarzuty i dodatkowo zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Obaj weterynarze uważają, że są niewinni, chcą występować pod pełnymi nazwiskami i nie chcą utajniać wizerunku. Oskarżeni obcokrajowcy dotąd ani razu nie pojawili się na sali rozpraw.

To były tortury

Pięć lat po zdarzeniu przed sądem swoją opinię dotyczącą kondycji zwierząt i warunków transportu referowała biegła sądowa Dorota Wiland, psycholog zwierząt. Opinia została przygotowana po kilkudniowej obserwacji zwierząt, trzy tygodnie po tym jak dotarły one do ogrodu zoologicznego w Poznaniu i do Człuchowa. Biegła przeprowadziła tam również rozmowy z weterynarzami badającymi zwierzęta po wyładowaniu i z opiekunami. Ponadto biegła przeprowadziła oględziny busa i klatek, w których tygrysy przemierzały trasę. - Dzikich, niebezpiecznych zwierząt nie należy przewozić na tak długie odległości, gdy nie można zapewnić im miejsc wyładunku i odpoczynku.  Z Rzymu do Dagestanu trasa wynosiła około 5 tys. km. Stan techniczny klatek uniemożliwiał rozładunek transportu, więc należy uznać, że nie planowano po trasie takich rozładunków. W Poznaniu, gdy należało rozładować skrzynie, trzeba było dokonać sedacji zwierząt, by je stamtąd wydostać – referowała swoje spostrzeżenia zawarte w opinii Dorota Wiland.

Zwraca uwagę, że pojazd, którym transportowano zwierzęta był niedostosowany. Był to koniowóz. Nie było w nim odpowiedniej wentylacji, nie dawał możliwości wykonania czynności opiekuńczych przy zwierzętach, a przestrzeń dla zwierząt w czasie transportu była za mała. - Wymiary klatek były takie, że zwierzęta nie były w stanie się obrócić. Wysokość tych klatek w większości przypadków była mniejsza niż wysokość wyprostowanego zwierzęcia. Jedna z klatek, w której jechał wyjątkowo duży samiec, była krótsza niż długość ciała tego tygrysa – wylicza biegła, by dojść do następujących wniosków: 

- Oglądając tą przestrzeń i te klatki zastanawiałam się, jak dało się tam upchnąć 10 tygrysów. Te zwierzęta nie były załadowane do klatek, one były tam po prostu upchnięte. To słowo „upchnąć” myślę, że najlepiej oddaje warunki w jakich te zwierzęta spędziły prawie 200 godzin.

Brak możliwości swobodnego poruszania się tygrysów w transporcie stało się   przyczyną kolejnych problemów. – Zwierzę, które leży bez ruchu  i nie może się obrócić czy wstać, ma dramatyczne problemy z trawieniem. Przyczyną śmierci jednego z tygrysów była niedrożność przewodu pokarmowego. U tygrysa, który musiał być w trybie pilnym operowany po wyładunku, znaleziono natomiast resztki gnijącego pokarmu – wskazuje biegła. Warunki w klatkach odbijały się również w inny sposób na tygrysach. 

- Klatki nie dawały możliwości ich uprzątnięcia, zwierzęta leżały we własnych odchodach przez wiele dni. Po transporcie miały rany i odparzenia na łapach. Niemożność wylizania opuszków i ran to dla tych zwierząt była tortura. Te uszkodzone opuszki łap były źródłem wielkiego cierpienia i bólu – informowała podczas posiedzenia sądowego biegła Wiland.

Biegła negatywnie o weterynarzach

Dorota Wiland stwierdziła, że podtrzymuje negatywną ocenę zachowania lekarzy granicznych w Koroszczynie, którzy z sytuacją tygrysów w 2019 roku mieli do czynienia. 

W trakcie zeznań biegła oceniała też prezentowanie przez obronę filmy z tygrysami, gdy te były jeszcze w transporcie (fot. J.Danielewicz)

– Lekarz weterynarii, który dokonuje oglądu warunków w jakich przewożone są zwierzęta i nie zwraca uwagi  na to, że klatki i przestrzeń ładunkowa jest za mała dla przewożenia tych zwierząt, a tygrysy są upchnięte jak w puszcze, albo celowo przymykał oko, albo nie jest kompetentny do oceny dobrostanu zwierząt w transporcie – ostro podsumowała działania weterynarzy na granicy biegła Dorota Wiland. - W Polsce obowiązują przepisy dotyczące warunków transportu zwierząt. Urzędowy lekarz weterynarii ma obowiązek znać przepisy określające warunki transportu zwierząt. Warunki w jakich przewożono tygrysy na pierwszy rzut oka, nawet dla laika musiały się wydawać niewłaściwe. Jeśli klatki są tak ustawione, że nie pozwalają na podanie zwierzęciu choćby wody w transporcie, to można stwierdzić, że jest on nieprawidłowy – dodawała biegła.

Graniczni lekarze weterynarii, którzy od wielu miesięcy, jako jedyni wśród oskarżonych, uczestniczą w kolejnych rozprawach sądowych zaprzeczali tym opiniom, stwierdzając, że biegła nie może wiedzieć czy zlecano opiekunom pojenie zwierząt, czy nie. A ich zdaniem zwierzęta były na granicy pojone. - Wlewanie wody na klatkę i lanie jej na zwierzęta, to nie jest pojenie, ale zadawanie zwierzęciu dodatkowej tortury. Oczywiście nie byłam tam na miejscu, ale gdyby te zwierzęta były odpowiednio pojone, to nie byłyby w chwili rozładunku skrajnie odwodnione, co stwierdził lekarz weterynarii badający je po rozładowaniu – ripostowała biegła.

Odpowiedzialności nie ponoszą weterynarze

Mecenas Adam Szkodziński, obrońca granicznych lekarzy weterynarii przypomina, że toczący się od pięciu lat proces dotyczy oskarżenia pięciu osób. Prócz weterynarzy z Koroszczyna to jeszcze dwóch Włochów i Rosjanin. 

- Odpowiedzialność za ten transport i to jak był kreowany do granicy w Koroszczynie ponosi organizator czyli strona włoska, a nie lekarze weterynarii, którzy byli na granicy – podkreśla mecenas. - Pytanie kluczowe tak naprawdę dziś brzmi czy zrobił się to proces dwóch lekarzy weterynarii? Dwóch Włochów i Rosjanin oraz organizator przewozu, strona włoska, w naszej ocenie nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Wzbraniamy się przed tym, by ten proces, który trwa już długo, dotyczył tylko naszych lekarzy weterynarii, urzędników którzy zostali postawieni przed wielkim dylematem. Do dnia dzisiejszego, pomimo że jest ustawa o centralnym azylu, ten ośrodek nie powstał. Gdyby taki transport ponownie pojawił się na granicy, mielibyśmy takie same dylematy jak pięć lat temu.

Prawnik dodaje, że obrona nie podważa oceny biegłej w zakresie kondycji zwierząt czy stanu klatek oraz środka transportu. - My nigdy nie kwestionowaliśmy tego, że ten transport był źle zorganizowany i że lekarz weterynarii we Włoszech w naszej ocenie poświadczył nieprawdę i co do stanu tych tygrysów jak i być może do środka transportu – mówi Adam Szkodziński. Obrona nie zgadza się natomiast z oceną biegłej dotyczącą działań lekarzy weterynarii

- Biegła stwierdza, że nie było pomocy dla tych zwierząt. Tak dokumentacja wewnętrzna weterynarii jak i monitoringi z miejsca wskazują, że było zupełnie inaczej. Udostępniano infrastrukturę terminala, wskazywano miejsca gdzie można zakupić pokarm dla tych zwierząt. Lekarze na granicy mają ściśle określone procedury, co do dokonania kontroli dobrostanu w transporcie. Pamiętajmy, że to jest granica wyjazdowa UE a nie wjazdowa. Ci lekarze musieli skonfrontować się z sytuacją, co może się stać z tymi zwierzętami. Zgodnie z przepisami, tych wariantów było bardzo mało, bo do dziś nie mamy żadnego azylu, gdzie takie dzikie zwierzęta moglibyśmy przewieźć i rozładować - dodaje adwokat.

Mecenas Szkodziński informuje, że obrona złożyła wniosek o przygotowanie opinii biegłego lekarza granicznego. - Toczymy walkę o uwzględnienie naszego wniosku, bo jeszcze nie jest on rozpoznany przez sąd. Natomiast uważamy, że dla właściwej oceny postawy lekarzy, watro zapytać jednej z niewielu osób w Polsce, znających zasady wywozu i wwozu zwierząt przez granicę. Chcemy spytać o ocenę działań lekarzy na granicy, specjalisty w tym zakresie – zapowiada obrońca lekarzy granicznych.

Reklama

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

AAABBBCCC 24.09.2024 10:49
Włosi zawinili a "polski" sąd chce ukarać polskich weterynarzy. Takie cuda tylko w państwie P(t)ustka. Nóż się w kieszeni otwiera ale tak to jest jak sądzą nielegalni sędziowie pod przykrywka nielegalnego rządu.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: emerytTreść komentarza: Gdybyś ciołku wysilił się to znalazłbyś informację, że tylko jeden kraj w unii europejskiej (Włochy) zakazuje jazdy jako kierowca zawodowy osobom powyżej 68 roku życia. Natomiast co do osobowych to przechodzą badania i mogą jeździć dożywotnio (jeżeli przejdą). Szkoda że nie ma możliwości przeprowadzenia badań przy narodzinach. Nie wiem czy napisałbyś tego posta.Data dodania komentarza: 3.04.2025, 11:18Źródło komentarza: Biała Podlaska. 80-letni kierowca nie ustąpił pierwszeństwa motocykliścieAutor komentarza: WFNTreść komentarza: A czy ktoś zwrócił uwagę na szerokość tej ulicy? Wg ustawy minimalna szerokość pasa ruch w ciągu p-j bez zastosowania spowalniania ruch to 3.5m, z zastosowaniem spowalniania 2.75m. Ps. ZAKAZ PARKOWANIA I POSTOJU TEŻ POWINIEN OBOWIĄZYWAĆ.Data dodania komentarza: 3.04.2025, 06:58Źródło komentarza: Biała Podlaska. Mieszkańcy pytają o dojazd dla służbAutor komentarza: emerytTreść komentarza: Starszym osobom (w zależności o stanu zdrowia) powinni przydzielać opiekuna. Emerytura jaką utrzymuje powinna byś na wydatki seniora. Natomiast opiekun powinien być finansowany w całości przez członka rodziny np. takiego studenta. Opiekun nie na godziny tylko całodobowo. Warto też zastanowić się czy kształcić takich idiotów czy może przekwalifikować na pomocników osób starszych. Po wpisie wnioskuję że na @student 21 szkoda pieniędzy z podatków na jego kształcenieData dodania komentarza: 3.04.2025, 05:47Źródło komentarza: Biała Podlaska. 80-letni kierowca nie ustąpił pierwszeństwa motocykliścieAutor komentarza: chyży rójTreść komentarza: Za to ty niezależnie od wieku byłeś, jesteś i będziesz imbecylem.Data dodania komentarza: 3.04.2025, 01:46Źródło komentarza: Biała Podlaska. 80-letni kierowca nie ustąpił pierwszeństwa motocykliścieAutor komentarza: chyży rójTreść komentarza: Piłeś - nie pisz. Ćpałeś - nie pisz. Nie umiesz - nie pisz.Data dodania komentarza: 2.04.2025, 23:01Źródło komentarza: Mięso do kontroli. Inspektorzy nazwali grzechy handlowców
Reklama
Reklama